WiększaMniejszyNormalny
AKTUALNOŚCI arrow Informacje ogólne arrow Tu Papugę wszyscy znają
19.09.2018.
AKTUALNOŚCI
Gospodarka Odpadami
Galeria 2018
Galeria 2017
Galeria 2016
Galeria 2015
Galeria 2014
Galeria 2013
Galeria 2012
Galeria 2011
Galeria archiwum
"Biuletyn Choszczeński"
Organizacje pozarządowe
Z kart historii
Kluby sportowe
Kontakt
Powiadom nas
----------------------------------------
Turyści
----------------------------------------
Mieszkańcy
----------------------------------------
NIERUCHOMOŚCI - Inwestycje
Mapa strony
----------------------------------------
----------------------------------------
---------------------------------------
Ochotnicza Straż Pożarna
STUDIUM UWARUNKOWAŃ
SYSTEM INFORMACJI PRZESTRZENNEJ
System informacji przestrzennej Miasta i Gminy Choszczno
EDG
eod
bip
eod
lcc
rejestr
Tu Papugę wszyscy znają Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
17.12.2014.
Tu Papugę wszyscy znają Rozmowa ze STEFANEM GRABARCZYKIEM. Byłym piłkarzem i mieszkańcem Choszczna, który w latach 1988 wyemigrował za granicę.  Popularny Papuga, całkiem niedawno  zorganizował spotkanie „po latach” z byłymi zawodnikami, działaczami i sympatykami Grunwaldu Choszczno (przeczytać o tym możecie tutaj). 
 
- W Choszcznie wszyscy pamiętają Cię raczej z boiska, ale Ty twierdzisz, że równie ważnym elementem życia spędzonego w tym mieście była muzyka?
- To nie tak. Dzisiaj mam zdecydowanie więcej znajomych i przyjaciół z boiska i to oni ten piłkarski mit kreują, ale ja z uporem maniaka wspominał będę chwile spędzone m.in. w zespołach “Zwiastun” i “Czasy”…

- No to kto Ci wymyślił ksywkę Papuga? Piłkarze czy muzycy?
- Mój starszy brat Krzysztof grając w zespole, potrafił natychmiast powtórzyć każdą nową sekwencję i to do niego przylgnął pseudonim Papuga. Potem do zespołu dołączyłem ja i natychmiast przypisali mi ksywkę Młody Papuga. Z czasem wszystko gdzieś się zatarło i został tylko Papuga, ja jednak zawsze czułem się tym młodszym.


- Dziś mieszkasz w Kanadzie. Wyjeżdżając z Choszczna wiedziałeś już, że raczej tu nie powrócisz?
- Nawet nie wiem czy o tym marzyłem. W 1987 roku spędziłem trzy miesiące w brata w Londynie. Doskonale to pamiętam, bo wtedy obchodzone było 100-lecie ligi angielskiej i miałem okazję na żywo zobaczyć nie tylko Maradonę, ale także wszystkich najlepszych zawodników świata. Już nie pamiętam czy po powrocie do Choszczna komukolwiek o tym mówiłem, ale wiedziałem, że tam wrócę. Do dziś niektórzy pamiętają, że wtedy biegałem po ulicach z walkmanem i jak… papuga powtarzałem angielskie słówka. Rok później, gdy moi koledzy z Grunwaldu wyjeżdżali na obóz, ja pojechałem ponownie do Londynu. Tam pierwszy telefon wykonałem do kolegi, który nie wiedząc o tym, że jestem Londynie zaproponował mi grę w drużynie White Eagle (Biały Orzeł). Tak, to były piękne lata. Pochwalę się, że wówczas występowałem z wieloma znanymi polskim piłkarzami, choćby z Leszkiem Wolskim czy Zbigniewem Hnatio.


- I ten epizod uważasz za swój sportowy sukces?

- To było dla mnie ważne, ale dzisiaj myślę, że dużo wyżej wypadałoby postawić dwukrotne mistrzostwo województwa, które zdobyliśmy w czasach licealnych, za Olka Szablewskiego. To naprawdę było wydarzenie wielkiego formatu i myślę, że w tamtej dobie spokojnie mogliśmy walczyć o miejsce w drugiej lidze. Niestety, miałem pecha, bo złamałem nogę. Po rekonwalescencji wróciłem do trzecioligowego składu i znowu złamałem nogę. Myślę, że sukcesem było to, że zawsze potrafiłem się podnieść i dalej grać w Londynie, potem Kanadzie. Moim zdaniem trzeba mieć kuku na tle piłki, by wracać na boisko poobijanym, niemalże niepełnosprawnym. Nie wiem czy dzisiejsza młodzież potrafi to zrozumieć.

 

- A gdybym zapytał sukces życiowy?
- Pewnie mógłbym wymienić wiele, ale zdecydowanie na pierwszym miejscu postawię moją rodzinę, a przede wszystkim żonę Halinę. Pewnie dobrze wiesz, że w tamtych czasach piłkarze za kołnierz nie wylewali i z przekonaniem stwierdzam, że gdyby nie ona, to mógłbym skończyć tak jak wielu moich kolegów. To ona była i jest motorem napędowym mojego życia. Sama będąc nauczycielką w Szkole Podstawowej nr 3 skończyła studia na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, a potem ciągle do przodu. Mamy rodzinę, dobrze sobie radzimy, razem zwiedzamy świat. Nic dodać.

 

- Wróćmy jeszcze do choszczeńskiej przygody z muzyką.
- Mój brat grał w zespole “Czasy” i poszedł na studia. Potrzebowali basisty, a że ja trochę ćwiczyłem, więc powiedzieli: - Chodź młody. Będziesz grał
z nami. Nie pamiętam dokładnie, który to był rok. Chyba 69 lub 70, gdy do Choszczna przyjechała telewizja i miałem okazję wystąpić w tzw. Telewizyjnym Ekranie Młodych. Pamiętam za to jak robili wywiad z Witkiem Kiejrysem, a ja panikowałem jak cholera. Potem przez całe wakacje graliśmy tzw. non-stopy. Pani LONGINA WALESIAK, szefowa Domu Kultury Kolejarza pozwalała na to, aby część zarobionej kasy brać do kieszeni. Po każdej takiej imprezie starsi koledzy brali mnie na balangi i tak właśnie uczyłem się… choszczeńskiej polskości (śmiech).


- Za chwilę pomyślę, że uciekłeś z Choszczna, z Polski tylko z powodu… właśnie tej „choszczeńskiej polskości”?
- No wiesz, tak naprawdę, to na to pytanie nigdy nie poznamy odpowiedzi. Pewne jest tylko to, że nigdy tego nie żałowałem. Raz na trzy, cztery lata wracam do Choszczna i robię to zawsze z taką samą przyjemnością i radością.


- Skoro mówisz o tych powrotach, to powiedz jak porównujesz dzisiejsze Choszczno do tego sprzed 20 czy 10 lat?

- Oczywiście, że wypiękniało. Wiem, że to ważne, ale nie dla mnie. Ja przede wszystkim kocham to miasto i zawsze będę mówił o nim sam najlepsze rzeczy. W rozmowach nigdy nie kombinuję i zawsze podkreślam, że pochodzę z Choszczna. Jakiś warszawiak pyta, gdzie to jest, więc tłumaczę i już nieco złośliwie dodaję, że byłem w stolicy i nie widziałem go tam (śmiech). Za to mnie w Choszcznie wszyscy znają. Wiesz, tak naprawdę z żoną zjeździliśmy połowę tego atrakcyjnego świata, ale zawsze z największą przyjemnością znajdujemy dwa tygodnie na wypad do Choszczna.


- I co zawsze witają Cię tak samo?

- Nawet czulej (śmiech).


- A na stałe nie masz zamiaru powracać?

- Już mówiłem, że nigdy o tym nie marzyłem, by na stałe pozostać za granicą. Dziś mówię, że tam mam swoją rodzinę, a trójka wnuków też do czegoś zobowiązuje. Może nie czas o tym mówić, ale gdzieś tak w duchu marzę, żeby właśnie w Choszcznie spoczęły moje prochy.


- Dziękuję za rozmowę.

Tadeusz Krawiec

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Rewitalizacja w Gminie Choszczno
SYSTEM POWIADAMIANIA MIESZKAŃCÓW
ZAZ Choszczno
Gospodarka Odpadami
Kalendarz imprez 2012
Choszczno
Fundusze, Projekty, Dofinansowania, Pomoc Finansowa
Rejestr zbiorów danych osobowych Choszczno
Organizacje pozarządowe - kliknij

Przygarnij mnie...

Index firm - Gmina Choszczno

Samorządowy Informator SMS Gminy Choszczno
lcc

Turystyczno – rekreacyjne zagospodarowanie terenów wokół jeziora Klukom oraz na Miejskiej Górze

Lokalna Grupa Rybacka

Północna Izba Gospodarcza - Oddział w Choszcznie

Zadania Inwestycyjne
 
Polska Telewizja Internetowa
Lider Pojezierza
LP
Copyright © 2018 www.choszczno.pl.